• Śladami słowiańskich przodków

        • 30 kwietnia: Święto Welesa


        • Koniec kwietnia i początek maja. Wypęd bydła na pastwiska, składanie żertw Welesowi, patronowi bydła, bogactw i handlu.

           

        • 27 kwietnia: Święto Jaryły


        • Pierwsza wiosenna orka. Obchody wiosennego święta w dniu 27 kwietnia, w trakcie którego jadący na białym koniu młodzieniec lub dziewczyna odgrywali rolę Jaryły, poświadczone są na Białorusi jeszcze w połowie XIX wieku. Jedna z dziewcząt przebierana była za powyższe bóstwo i sadzana na białym koniu przywiązanym do słupa. Pozostałe panny śpiewały do jej:

          Włóczył się Jaryło,
          Po całym świecie.
          Rodził żyto w polu,
          Płodził ludziom dzieci.
          A gdzie on nogą,
          Tam żyto kopą.
          A gdzie on na ziarnie,
          Tam kłos zakwitnie.

          Jaryło jest bogiem wiosny i wegetacji, uważanym niekiedy za hipostazę Jarowita. Rodzi się wraz z końcem zimy i początkiem wiosny, by umrzeć wraz z nadejściem lata i narodzić się ponownie za rok. W ostatnich dniach czerwca urządzany jest symboliczny pogrzeb Jaryły, w trakcie którego symbolizująca go kukła jest rozrywana bądź chowana w grobie.

          fot i tekst: wiaraprzyrodzona.pl

           

        • 23 kwietnia (łżywkiata-trawień): Święto Peruna, Perkuna


        • Święto Boga burzy. Tego dnia obchodzono pola i spożywano na nich obrzędowe ciasto „pieróg”. Ponieważ było to święto boga burzy i dawcy życiodajnej wody. Pojawienie się tego dnia deszczu, a jeszcze lepiej burzy świadczyło o urodzajnym roku. Należy nadmienić, że witając wiosnę chodzono z gałęzią z rozwijającymi się listkami – oznaczającą odradzanie się przyrody.

          Po wprowadzeniu katolicyzmu Peruna czczono nadal jako:

          św. Jerzego na Rusi i św. Wojciecha w Polsce.

          https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/kalendarz-slowian/
          foto: pintarest

           

        • Wodnik Wiosenny - 11 kwietnia


        • Składanie ofiar wodnikom. W tym czasie są wylewy rzek, powodzie, więc składanie żertwy Wodnikowi, by nie zatopił chaty, ogrodu, budynków.

          Wodnik to słowiański demon zwany również utopcem. Wodniki zamieszkiwały wszelkie jeziora, rzeki, stawy, a często także studnie i przydrożne rowy. Na Kaszubach wodniki (mumacze) zamieszkiwały też w studniach. Uważano, że demony mieszkały w podwodnych pałacach z kryształu, lodu lub szkła. Więziły w nich dusze utopionych ludzi, ale też najmowały ludzi na służbę na umówiony czas.

          Więcej o Wodniku w wierzeniach słowiańskich, nie mylcie z zodiakiem 🙂, znajdziecie oczywiście w internecie 🙂

          https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/kalendarz-slowian/

           

        • Wielkanoc


        •  

        • 21 marca – Pierwszy Dzień Wiosny


        • Z pierwszym dniem wiosny związany jest zwyczaj topienia Marzanny, który miał za cel przepędzenie zimy. Skąd się wziął ten zwyczaj? Kim była naprawdę Marzanna?

          Marzanna jest słowiańskim bóstwem o wielu imionach i obliczach. Znana w Polsce oraz Europie, głównie Środkowo-Wschodniej pod różnymi imionami jako: Mara, Mora, Morana, Morena, Marena, Śmiertka, Śmierć czy Śmiercicha .

          Dla dawnych Słowian wiosenne topienie Marzanny podczas Jarych Godów było bardzo ważnym obrzędem. Mogły w nim brać udział tylko osoby dorosłe. Kukłę przedstawiającą postać Marzanny z charakterystycznymi dla niej atrybutami należało utopić bądź spalić (a częstokroć dokonać obu tych czynności), a w ten sposób, poprzez uśmiercenie zimowej bogini, następowało usunięcie efektów jej działalności.

          Z czasem obrzęd ten podlegał stopniowej desakralizacji, zaczął być przejmowany przez młodzież i dzieci, które tworzyły orszaki wędrujące po wsi z kukłą Marzanny, by w kulminacyjnym momencie podpalić ją i wrzucić do wody (jeziora, rzeki, czy nawet kałuży) przy wtórze śpiewów. Fakt, że obrzęd ten przetrwał do naszych czasów i ciągle bywa praktykowany na wsiach, wskazuje na to, jak mocno zakorzeniony w mitologii i codziennym życiu Słowian jest kult płodności, sił natury i odradzającego się świata. W ten sposób stary świat umiera i odradza się na nowo, by zatoczyć pełen cykl życia.

          Obok swojej zaświatowej, mrocznej strony związanej ze śmiercią, Marzanna ma także pozytywne oblicze, gdyż obdarza świat życiodajnymi mocami wody i urodzajem. Jest ona swego rodzaju uosobieniem sił przyrody, słowiańską wersją Matki Natury. Na taką interpretację jej postaci wskazuje wiele atrybutów o wyraźnej symbolice płodności, urodzaju, życia: strój panny młodej i wieniec, zioła, kłosy zbóż, złote jabłko oraz złoty klucz (służący do otwierania wrót zaświatów), rośliny takie jak: odporny na mróz wrotycz czy marzanka wonna. Zwierzęta utożsamiane z Marzanną to przede wszystkim gęś (symbol waleczności) oraz żmija, czyli żeńska odpowiedniczka jednego z wcieleń Welesa, jakim jest Żmij.

           

          Źródła:
          MARZANNA – kim była? | Historia zapomniana i mniej znana (wordpress.com)
          Marzanna - bogini zimy i śmierci - Słowiański Bestiariusz (slowianskibestiariusz.pl)
          Marzanna - Bogowie Słowiańscy (bogowieslowianscy.pl)
          foto: www.praslowianie.pl

           

        • 13-20 marca: Wiosenny Tydzień Jaryły-Jarowita


        • Nasi słowiańscy przodkowie śpiewali pieśni pochwalne, czyścili chaty, czcili wodę, palili stosy na wzgórzach i malowali jaja, by celebrować odradzające się życie. Modły do Słońca-Jaryły, wieśnianki, korowody, taniec „Żuczek”, oprowadza się Jaryłę – chłopca w świątecznej białej odzieży, śpiewa się Jaryle pieśni pochwalne.

          Modły do Słońca-Jaryły, wieśnianki, korowody, taniec „Żuczek”, oprowadza się Jaryłę – chłopca w świątecznej białej odzieży, śpiewa się Jaryle pieśni pochwalne.

          www.wiaraprzyrodzona.pl

           

        • Wiosenny Nowy Rok


        • 9 marca – Wiosenny Nowy Rok (Szczodry Wieczór, Święto Matki Ziemi).

          Dzień ten był pełen wzywania wiosny i modłów o urodzaj. Przewidywano także pogodę na lato: ładna pogoda oznaczać miała ciepłe lato, śnieg – urodzaj, ciepły wiatr – lato mokre, a wiatr północny – lato chłodne.

          Foto: obraz Zofii Stryjeńskiej "Cztery pory roku. Lipiec Sierpień"

           

        • Marzec -Brzezień


        • 1 -go marca obchodzono święto zwane Jaskółka- modły do wiosny.



          W tym czasie przywoływano ptaki do powrotu i zamawiano wiosenną pogodę. Z lotu jaskółki odczytywano prognozę pogody na najbliższe dni. Modlono się do bóstw o dobrobyt w nowy rok oraz rychłe nadejście słonecznych, ciepłych dni. Zostawiano na ziemi symbole solarne w celu przyciągnięcia słońca. Był to początek wezwań wiosny.

           

        • 26 lutego: Nowolecie


        • Rytualne pożegnanie kończącego się roku.

           

        • Święto Wiosennego Strzyboga


        • 21 lutego obchodzono święto Wiosennego Strzyboga.
          Strzybóg był synem Białobogi i Czarnogłowa. Kierował mocnymi i stałymi wiatrami.
          Odprawiano modły do boga wiatrów i przewidywano pogodę na wiosnę i lato.

          foto: wikipedia.pl

           

        • Welesowy Tydzień od 9 do 15 lutego.


        • Luty to w kalendarzu słowiańskim ostatni miesiąc w roku, chociaż nie jest to dokładne przełożenie, ponieważ Słowianie inaczej liczyli miesiące(...).

          Tydzień Welesa przypada mniej więcej na dni od 9 do 15 lutego. W tym czasie Żercy Welesa chodzą po gospodarstwach z wywróconym do góry kożuchem futrem i wygłaszają zaklęcia, które mają zapewnić zdrowie bydłu w tym najtrudniejszym w roku okresie, jakim jest końcówka zimy. W modłach Żerców wzywa się także Marzannę – panią zimy, prosząc ją o to, aby pod skutą lodem ziemią pozwoliła narodzić się nowemu życiu. Żercy przytaczają opowieść o niedźwiedziu, którego święto obchodzone jest w połowie zimy. W Dzień Niedźwiedzia podobno niedźwiedzie, będące w stanie zimowego snu, przewracają się na drugi bok i na chwilę przerywają sen, aby sprawdzić pogodę na zewnątrz. W mitologii słowiańskiej uważa się, że niedźwiedzie zapadając w sen zimowy przenoszą się do krainy Welesa, a potem budząc się na wiosnę, wracają do świata żywych.
          (...)
          Środek zimy to czas ścierania się dwóch światów – świata umarłych i żywych. Zima uznawana za czas przynależny do sfery umarłych, to czas Welesa. Niemniej niedługo nadejdzie wiosna, a jej pierwsze oznaki już budzą się gdzieś głęboko pod zmarzniętą ziemią. W myśleniu dawnych Słowian śmierć jest nieodłącznym elementem życia, nie ma nowego życia bez śmierci. A wszystkie te przeciwstawne siły, takie jak życie i śmierć, zima i wiosna, ogień i woda tak naprawdę są w stałej ze sobą symbiozie i zgodności, dając razem początek nowemu życiu. W czasie Dni Welesowych prosimy zatem Welesa o:

          dobrobyt – odegnanie nędzy i ubóstwa, co w praktyce oznaczało przede wszystkim urodzaj oraz zdrowie dla ludzi i zwierząt,
          natchnienie – dla twórców i pieśniarzy, gdyż Weles jest również opiekunem sztuki,
          umiejętność dostrzeżenia magii, która będzie inspirować do poszukiwań, ponieważ Weles jest uznawany także za opiekuna magii.
          Modły, wznoszone do Welesa, tak jak i inne rytuały słowiańskie, odbywały się w kręgu. Lało się wodę, która swą ogromną siłą topi i niszczy, ale bez której nie byłoby życia. Palono także ogień, który, podobnie jak wodą, ma moc niszczenia, ale który również odradza i oczyszcza. Wypalone pola użyźniały glebę i pozwalały na nowy zasiew.

           

          https://slavicdivision.com/smartblog/16_.html
          foto: blogpolski.pl

           

        • Gromnica – Święto Peruna i Dziewanny


        • Wedle dawnych wierzeń słowiańskich 2 lutego obchodzono Gromnice.

          W ludowym kalendarzu ten dzień stanowił zmianę pory roku, zwykle oznaczał środek lub przełom zimy i pierwsze spotkanie z wiosną. Wraz nastaniem chrześcijaństwa zostało zastąpione świętem Matki Boskiej Gromnicznej zwane też świętem Ofiarowania Pańskiego. Jak wyglądało dawne zwyczaje i jakie przetrwały do naszych czasów? Zapraszam do lektury.

          Gromnica – Święto Peruna i Dziewanny

          Etymologia słowa Gromnica wywodzi się do wyrazu grom, który oznaczał coś ogromnego, wielkiego, groźnego, grzmiącego lub gromiącego. Prawdopodobnie stąd pochodzą tzw. gromadki lub grumadki, czyli ogień rozpalony gromem (piorunem) oraz świeca zwana gromnicą. Gromnica była pierwszym przedwiosennym świętem poświęconym starosłowiańskiemu bogu Perunowi, stąd też było nazywana inaczej Świętem Peruna. Był on związany z pogodą u urodzajem. Modlono się do niego o urodzaj i nadejście wiosny.

          Dziewanna była zapewne w ludzkiej świadomości boginią życia i roślinności, często utożsamianą z lasem. Można spierać się nad tym, czy jej kult był samodzielny, czy też nierozerwalnie łączył się z kultem Matki Ziemi, którego innym przejawem mogła być złowroga Marzanna, jednak jej związek ze sferą płodności wydaje się nadto oczywisty. W dawnej medycynie ludowej powszechnie stosowano nawet roślinę o nazwie dziewanna (Verbascum). Interesującym zbiegiem okoliczności jest to, że łodyg tej rośliny używano dawniej do produkcji knotów gromnic. Palenie dziewannowych knotów miało zatem w przeświadczeniu ludzi moc wpływania na pogodę i dzikie zwierzęta. Nieprzypadkowo zapewne wierzenia te pokrywają się z kompetencjami przypisywanymi boskiej Dziewannie.

          Zarówno Dziewannę, jak i Matkę Boską Gromniczną kojarzono z takimi atrybutami jak ogień, pies lub wilk, a także gałąź świerkowa. Wiele wskazuje zatem na to, że mamy tutaj do czynienia z tą samą postacią, znaną pod dwoma różnymi imionami. Ludowe opowieści o Matce Boskiej obchodzącej zmarznięte pole z gromnicą lub pochodnią w ręku tchną echem zmodyfikowanych przedchrześcijańskich wierzeń. Podobnie zresztą jak ludowe przysłowia, których przykładem może być Na gromnicę masz zimy połowicę. Cóż, to prawda, gdyż kalendarz dawnych Słowian skrupulatnie wyznaczył czas zamawiania ciepła właśnie na środek zimy. Inną kwestią jest jednak to, że jak na początek lutego, to zimy tego roku mieliśmy naprawdę niewiele. Prosty lud wiejski jednak i na to miał swoje powiedzenie: Powiadają że Gromnica, już ci zimy połowica, ale bywać nie nowina, że dopiero ją zaczyna. Trudno się z tym nie zgodzić, gdyż we wspomnianych sentencjach wiele możemy odnaleźć pradawnej mądrości.

          https://www.slawoslaw.pl/czas-zamawiania-ciepla-gromnica.../

           

        • Styczeń – Prosiniec



        • Pochodzenie tej nazwy nie jest do końca jasne, a zdania ludności na jej temat są podzielone. Prawdopodobnie ma ona związek ze zjawiskiem atmosferycznym – nieśmiałym przebłyskiwaniem słońca, które przebijając się przez chmury, odbija się od śniegu i rozświetla w ten sposób otoczenie (por. czes. „prosineti” – czasownik nazywający to zjawisko). Nazwę tę można kojarzyć również z rodzimym, zapomnianym już niemalże czasownikiem „sijać” – jaśnieć.

           

        • Podłaźniczka- co to takiego?


        • Trzeba przyznać, że chyba mało kto wyobraża sobie święta Bożego Narodzenia bez przystrojonego drzewka. A jednak ubieranie choinek w grudniu to zwyczaj stosunkowo nowy i tak naprawdę niezwiązany od początku z chrześcijaństwem. Co więcej, był dosyć mocno krytykowany przez niektóre środowiska kościelne.

          W czasach starożytnych, czyli w czasach, gdy nikt nie myślał o tym, że chrześcijaństwo będzie tak znaczącą religią, ludzie wierzyli w szczególne znaczenie drzew. Dlatego w wielu niezwiązanych ze sobą kulturach ozdabiali domostwa gałązkami. W wielu kręgach kulturowych szczególną datą było przesilenie zimowe - 21/22 grudnia, gdy mamy najkrótszy dzień i najdłuższą noc w roku. W tym celu zrywano zielone gałęzie, które miały symbolizować triumf światła nad ciemnością.

          Wzmianki o ubranych drzewkach pojawiły się w XV wieku. Według historyków, członkowie Bractwa Czeladników Piekarskich ubrali choinkę w szpitalu św. Ducha we Fryburgu w owoce i pierniki. Mówi się też, że w 1510 roku widziano drzewka iglaste przystrojone różami, wokół których tańczono. 

          Nie był to jednak powszechny zwyczaj. Świąteczne drzewka pojawiały się na terenie Alzacji, ale tylko w bogatych posiadłościach, których właścicieli stać było na ozdobienie ich jabłkami, orzechami czy ręcznie wykonanymi ozdobami. Tradycja ta podobała się jednak coraz większej liczbie osób. Ci, których nie stać było na bogato zdobione drzewka, często tworzyli dekoracje zawieszane na sufitach.

          Wraz z coraz większą migracją, zwyczaj ubierania choinki rozpowszechniał się w kolejnych państwach. Miejscowi byli zafascynowani dekoracjami tworzonymi przez niemieckich migrantów i wprowadzali ten zwyczaj u siebie. Nie wszyscy jednak podzielali ten entuzjazm.

          Prawdziwy "szał" na ubieranie choinek przypada jednak na II połowę XIX wieku. Wszystko dzięki królowej Wiktorii, a właściwie jej mężowi, pochodzącemu z Saksonii, Albertowi. Szkic z rodziną monarchii z choinką w tle został opublikowany w "Illustrated London News" i znacząco przyczynił się do promocji świątecznych drzewek. Zwyczaj ten podobał się coraz bardziej, szczególnie, że w wielu państwach niemieccy osadnicy chwalili się swoimi choinkami.
           

          A jak moda na choinki rozwijała się w Polsce? Na naszych terenach co prawda świąteczne drzewka znane już były pod koniec XVIII wieku, ale nie były one powszechnie lubiane. W polskich domach wprowadzano ten zwyczaj jedynie wśród arystokracji. Wiele osób zresztą było negatywnie nastawionych do choinek, ponieważ kojarzono je z niemieckimi urzędnikami i żołnierzami na terenie zaboru pruskiego.

          Na terenach dzisiejszej Polski częściej można było zobaczyć w domach podłaźniczkę - czubek jodły, świerku lub sosnową gałąź wieszaną pod sufitem w okresie Bożego Narodzenia.

          Polacy jednak z biegiem lat zaczęli się przekonywać do choinek. Najpierw szlachta i mieszczanie, potem zaś mieszkańcy wsi. W okresie 20-lecia międzywojennego świąteczne drzewka były już dosyć powszechne, ale w niektórych regionach na południu Polski zaczęły się pojawiać w domach dopiero po II wojnie światowej. Wydaje się, że był to ostatni etap w podróży choinek do polskich domów.

          źródło:
          https://www.onet.pl/styl-zycia/onetkobieta/historia-choinki-geneza-swiatecznych-zwyczajow-i-tradycji-zdjecia/gjyj6pt,2b83378a?fbclid=IwAR28vLnBaokNnaDzOKL8I2E8KLcJ9DWooOY69A7vq4sfgkuscF8ooFM2tCg

          ​​​​​​​

        • Puste miejsce przy stole


        • Ważnym, wciąż praktykowanym zwyczajem w polskich domach jest przygotowywanie jednego dodatkowego nakrycia przy wigilijnym stole. Powszechnie zwykło sądzić się, że jest ono przeznaczone dla zbłąkanego wędrowca, który nie zdążył dotrzeć do swego domu na czas wieczerzy wigilijnej. (...)

          Przekonanie to jest częściowo powiązane z tym, w co wierzyli dawni Słowianie, u których dodatkowe nakrycie również było przygotowywane dla członków rodziny. Różnica jest jednak taka, że u Słowian miejsce to było przeznaczone dla zmarłych przodków rodowych, tzw. Dziadów, którzy w czasie obchodów Szczodrych Godów mieli możliwość łączności z naszym światem.

          Duchy przodków chętnie korzystały z tej możliwości, przez co świąteczne ucztowanie było okazją do tego, by cały ród zjednoczył się przy jednym stole.

          https://www.slawoslaw.pl/tradycyjna-poganska-wigilia/
           

        • Mikołajki


        • A jak to było za Słowian? Były prezenty na 6 grudnia?

          Przeczytajcie... i cieszcie się prezentami, bez próżności i rozrzutności! 

          Jeszcze nim chrześcijaństwo sprowadziło do nas św. Mikołaja, prezenty w okolicach 6 grudnia roznosił Zimowy – patron wszelkich zimowych zajęć. Dziś niewiele już o nim wiadomo – wiemy tyle, że św. Mikołaj nie został przyjęty przez słowiańską ludność natychmiastowo. Świadczy o tym archaiczne powiedzenie: „poproś Mikołaja, on przekaże Spasowi”.

          Dlaczego mikołajki przypadają właśnie 6 grudnia? Przyjęło się sądzić, że właśnie w tym czasie zaczyna zbliżać się zima – mrozy stają się coraz bardziej siarczyste, zaś śnieg zaczyna padać coraz gęściej. Wierzono, że przyjście zimy w tym dniu zwiastowało urodzaj w polu.

          6 grudnia to również Święto Boga Mąda-Mikuły, pierwowzoru Dziadka Mroza (świętego Mikołaja).

          Jest panem zmącenia, wszystko czyni niejasnym i nieczytelnym, a jest także siewcą bezmyślnej zemsty – wróżdy. Jednocześnie sprowadza na umysły ludzkie takie zaćmienia i rozbudza takie żądze że są oni gotowi poświęcić wszystko co posiadają żeby zdobyć daną rzecz.

          Mąd powoduje też, że ludzie bez opamiętania trwonią swój dobytek. Mąd chodzi ze swym worem i rozdaje na lewo i prawo rzeczy jako podarunki. Z tego powodu i jako pan beztroski jest przez wielu bardzo lubiany, a swoje święto ma 6 grudnia, kiedy obdarowuje każdego. Z tymi jego podarkami trzeba jednak uważać by nie przywiodły człeka do próżności i chęci trwonienia. "

          źródło: https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/.../kalendarz.../

           

        • GRUDZIEŃ


        • Grudzień... Słowiański Grudnik, Prosiniec

          Skąd taka nazwa? A od praojców Słowian 🙂

          "Pomimo niskich temperatur grudzień przez naszych praojców był odbierany jako miesiąc niesłychanie pozytywny, zaczynający nowy rok słoneczny. Jakie przekonania o dwunastym miesiącu roku zachowały się w etymologiach słowiańskich nazw miesięcy?

          Ziemia w grudniu staje się coraz bardziej zmarznięta, przez co tworzą się z niej charakterystyczne, zmarznięte grudy, które dla człowieka były całkowicie bezużyteczne. To właśnie owe grudy sprawiły, że ostatni miesiąc roku nosi miano grudnia. Dawniej istniał nawet taki przymiotnik jak grudny, który znaczył właśnie ‚pokryty grudami’. W słynnych pamiętnikach Jana Chryzostoma Paska można przeczytać uskarżanie na „złe, okrutnie grudne drogi”, jednak należy pamiętać o tym, że grudna była przede wszystkim grudniowa ziemia.

          Chcąc zrekonstruować prasłowiańską nazwę ostatniego miesiąca roku, odpowiednią formą byłby zapewne *grudьńь – nazwa, która była podstawą dla wyodrębnienia się polskiej nazwy. Świadczy o tym fakt, że podobne nazewnictwo można odnaleźć u Ukraińców: грудень (hrudenʹ). Co więcej, rekonstruowana postać prasłowiańska jest również zbliżona do formy używanej przez Litwinów, gdzie miesiąc ten zowie się gruodis. W tym miejscu warto przypomnieć, że zdaniem wielu językoznawców język litewski cechuje się największą archaicznością, najlepszym zachowaniem dawnych, jeszcze praindoeuropejskich rdzeni. Podobieństwo litewskiego i słowiańskiego nazewnictwa może świadczyć zatem o tym, że do skojarzenia końca roku z grudami dojść musiało bardzo dawno temu, jeszcze w czasie domniemanego funkcjonowania wspólnoty bałto-słowiańskiej."

          Nazewnictwo słowiańskie dwunastego miesiąca to jednak nie tylko formy grudopodobne. Wśród innych ciekawych nazw słowiańskich na uwagę zasługują Białorusini, Czesi i Chorwaci. Białoruska nazwa tego miesiąca ma oczywistą etymologię – grudzień dla Białorusinów to śniežnia (снежань), pora obfitych opadów śnieżnych. Określenia czeskie i chorwackie to kolejno: prosinec i prosinac. Etymologia tych nazw nie jest do końca jasna, a zdania ludności na jej temat są podzielone. Kto lubi proste uzasadnienia, temu nazwy te kojarzą z proszeniem (święta to w końcu okres wzmożonego błagania sił wyższych o pomyślność) bądź też prosiakiem (na święta wypada wszakże ubić trochę zwierząt). Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że nazwy te mają związek ze zjawiskiem atmosferycznym – nieśmiałym przebłyskiwaniem słońca, które przebijając się przez chmury, odbija się od śniegu i rozświetla w ten sposób otoczenie, por. czes. prosiněti (czasownik nazywający to zjawisko). Nazwę tę można kojarzyć również z rodzimym czasownikiem sijać ‚jaśnieć’. (...)

          Na wyróżnienie zasługuje kaszubska, obecna jeszcze w staropolszczyźnie nazwa gódnik, która sprawia wrażenie żywcem wyciągniętej jeszcze z pogańskiego „kalendarza liturgicznego”. Brzmi ona bardzo podobnie do grudnia, jednak etymologicznie należy ją łączyć nie z grudą, a godami – porą świąt. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na to, że pomimo przejścia na wiarę chrześcijańską w wielu językach słowiańskich zachował się zwyczaj nazywania czasu świąt godami, przez co kaszubska i staropolska nazwa gódnik niekoniecznie musi odnosić się bezpośrednio do Szczodrych Godów – święta pogańskich Słowian. Nie można wykluczyć jednak tego, że formy do tej podobne były używane jeszcze w dobie przedchrześcijańskiej."
           

          https://www.slawoslaw.pl/grudzien-miesiac-grud-godow.../

           

        • Katarzynki i andrzejki


        • Katarzynki i andrzejki czyli trochę historii ... również tej słowiańskiej 

          Środek jesieni był dla dawnych ludów czasem matrymonialnego wróżenia. Nic w tym dziwnego – roboty w polu, od czasu Święta Plonów, nie ma już żadnej, a temperatura na zewnątrz końcem listopada nie sprzyja zabawom na świeżym powietrzu. Długie jesienne wieczory to zatem idealna pora na to, by zacząć przepowiadać przyszłość, najlepiej tę jak najbardziej radosną, związaną z dobieraniem się w pary. Po oddaniu czci dziadom, bezimiennym przodkom rodowym, dobrze było zrobić coś dla latorośli. Skoro łączność z tamtym światem wciąż jeszcze może istnieć, to warto ją wykorzystać po to, by dopomóc pannom i kawalerom poszukującym swej drugiej połówki…

          Rodowód andrzejkowych i katarzynkowych tradycji jest dziś trudny do zrekonstruowania, jednak bez wątpienia źródeł tych tradycji należy doszukiwać się w wierzeniach przedchrześcijańskich europejskich ludów, wśród których swoje do tradycji wnieśli także Słowianie.

          Zwyczaj obchodzenia andrzejek znany był w Polsce od dawna, zaświadczał o tym Marcin Bielski już w 1557 roku.

          Już w ówczesnej interpretacji w andrzejkach chodziło przede wszystkim o pozwolenie sobie na więcej przed nadchodzącym adwentem. Noc z 29 na 30 listopada była świetną okazją do tego, by sobie dobrze podjeść i wypić. Popularne wróżenie było już wówczas raczej atrakcją dodatkową. Większość popularnych niegdyś wróżb nie przetrwało próby czasu. Dziś andrzejki kojarzą się przede wszystkim z praktykami tzw. ceromancji – lania wosku do wody. Rytuał ten jest prosty: roztapiamy wosk w naczyniu i lejemy go na wodę. Ważne jest jednak to, by robić to przez klucz, który umożliwiał łączność z innym światem.

          Badacze kultury przypuszczają, że zwyczaje andrzejkowe mogą mieć swe źródła w starożytnej Grecji, gdyż greckie wyrazy aner oraz andros (Andrzej) oznaczają męża lub mężczyznę – osobę, której tożsamości panny chciały poznać w czasie andrzejkowych wróżb. Inni znawcy andrzejki łączą z kultem starogermańskiego boga Frejra, który był dawcą bogactw, bóstwem płodności i miłości. Nie można jednak wykluczyć tego, że źródła listopadowego wróżenia, podobnie jak oddawanie czci zmarłym i inne doroczne tradycje wywodzą się jeszcze z tradycji praindoeuropejskiej. Wszakże w naszej rodzimej tradycji Frejra przypomina nieco Rod – bóg wspólnoty plemiennej utożsamiany również z płodnością i odpowiedzialnością za ludzki los (za sprawą podległych mu Rodzanic). Nie można również zapominać o Welesie – słowiańskim bogu zaświatów i wróżb, którego jednym z atrybutów jest magiczny klucz do tamtego świata, czy Godunie – bogu weselnych godów.

          Ludowe wyobrażenia św. Katarzyny wykazują natomiast znaczne zbieżności ze słowiańską Mokoszą – boginią kobiet powszechnie kojarzoną z przędzeniem. Kołowrotek przędzalniczy jest jednym z głównych atrybutów Mokoszy, związanej również z odpowiedzialnością za ludzką dolę, antropomorfizowany ludzki los – święto Doli. W noc św. Katarzyny kobiety zbierały się w jednym pomieszczeniu ze sprzętem do przędzenia, po to by z pasją oddawać się swej czynności nawet do samej północy. Panowie w tym czasie zbierali się w swym gronie, po to by spróbować wróżyć o swym przyszłym ożenku. Jednym słowem listopad to pora, kiedy dziewczęta i chłopcy uciekali się do wróżb by poznać los, jaki ich czekał. Ponieważ obchody świąt mogły trwać tydzień albo nawet i więcej, możliwe jest to, że w istocie katarzynki i andrzejki są dwoma składowymi tego samego święta, polegającego na wspólnym matrymonialnym wróżeniu, które było w stanie umilić chłodne jesienne wieczory.

          Wróżby katarzynkowo-andrzejkowe mogły przybrać rozmaitą formę, jednak ich wspólnym mianownikiem każdorazowo pozostawał matrymonialny cel. Poza laniem na wodę wosku i oglądaniu jego odbicia kawalerowie i panny uciekali się czasem też do innych rytuałów, np. losowania przedmiotów o symbolicznym znaczeniu (np. listek – staropanieństwo, obrączka – ślub) lub ustawianie jeden za drugim butów od ściany do progu (właściciel obuwia, które przekroczy próg miał pierwszy stanąć na ślubnym kobiercu).

          Wiara w skuteczność listopadowego wróżenia opierała się na przekonaniu, że duchy przodków zstąpią na ziemię po to, by oznajmić pannom i kawalerom prawdę na temat ich przyszłości. W tradycjach tych można doszukiwać się nie tylko powszechnego w społeczeństwie pragnienia zawarcia związku małżeńskiego, ale też troski o przyszłość własną i cudzą, gdyż staropanieństwo bądź starokawalerstwo były kojarzone raczej ze złym losem. Może dziś mało kto już wierzy w magię andrzejkowego wróżenia, jednak w ten magiczny czas bez wątpienia warto choć przez chwilę zastanowić się nad swoją przyszłością, gdyż nigdy nie zaszkodzi nieco porozumieć się ze swoją dolą.


          Źródła: https://www.slawoslaw.pl, https://ariowie.com
          Autor obrazu: Simon Kozhin, Świąteczne wróżenie

           

        • Październik - Paździerzeń


        • Kalendarz słowiański 1 Październik / 1 Paździerzeń
          Jesienne Święto Matki Ziemi (Bogini Mokosz), to początek jesienno-zimowych robót.
          Okres wyprawiania wesel. Młode dziewczęta modliły się o szczęśliwe zamążpójście.

           

        • "Mitologia. Przygody słowiańskich bogów".


        • Dzień Głośnego Czytania obchodziliśmy w naszej szkole, czytając mity słowiańskie ze zbioru "Mitologia. Przygody słowiańskich bogów" Melanii Kapelusz.

          Na lekcjach języka polskiego z paniami Moniką Strzeżyk oraz Katarzyną Bandulet oraz edukacji teatralnej Dominiką M. Malczyńską, nasi uczniowie nie tylko słuchali, ale również sami czytali głośno. Powstały również piękne prace plastyczne w czasie słuchania "Mitu o powstaniu świata", które można będzie zobaczyć na szkolnym korytarzu.

          Tym samym nasz szkolny projekt "Śladami słowiańskich przodków" wzbogaciliśmy o nowe wydarzenie.

           

                  

           

        • Słowiański Dzień Pszczoły


        • " (...)Słowiańskie bartnictwo – od barci do uli Miód i wosk pszczeli były jednymi z najcenniejszych słowiańskich produktów pochodzenia leśnego. We wczesnym średniowieczu podbierano je dzikim pszczołom. Istniała już jednak wtedy – i coraz prężniej się rozwijała – „profesjonalna” hodowla pszczół, zwana bartnictwem. Nazwa ta pochodzi od słowa barć, oznaczającego pierwotną formę ula wydrążonego w pniu drzewa. „Początkowo dzianie barci, czyli drążenie pni za pomocą przyrządu zwanego piesznią, znanego z wykopalisk na stanowiskach wczesnośredniowiecznych, odbywało się w drzewach rosnących w puszczy. Były to stare drzewa, o grubym pniu pozbawionym gałęzi, a barcie drążono na wysokości kilku metrów. Aby wspiąć się na taką wysokość, bartnik używał specjalnych przyrządów: prymitywnych drabin – tzw. ostrwi, czyli młodych pni z przyciętymi gałęziami, oraz tzw. leziw, czyli haków i zawieszanych na gałęzi deseczek do siedzenia” (Lis i Lis, 2009, str. 88). Podbieranie miodu i wosku pszczelego z leśnych pasiek, zwane łaźbieniem, odbywało się późnym latem i jesienią, zwykle między lipcem a wrześniem. (...)"

          fragmenty artykułu "TRADYCJA SŁOWIAŃSKIEGO BARTNICTWA"


          Zapraszamy do zapoznania się z całością ciekawego artykułu https://www.miod-bartnik.pl/pl/n/41

           

        • Słowiańskie święto plonów


        • 23 wrzesień (23 Rujeń) to słowiańskie Święto Plonów, zatem inaugurujemy rozpoczęcie Szkolnego Projektu Edukacji Kulturalnej "Śladami Słowiańskich Przodków".

          Każdy słowiański miesiąc to inne szkolne wydarzenia.
          Ciekawe lekcje, atrakcje, konkursy i dania. Co kwartał słowiański dodatek do gazetki.
          Jutrzejsze świętowanie rozpoczynamy pyszną słowiańską strawą-
          na obiad będzie... kasza gryczana z wołowym gulaszem.

          Cała Szkoła podąża śladami przodków Słowian.

           


          "Słowianie byli przede wszystkim rolnikami, stąd ich kuchnia opierała się na produktach zbożowych – kaszach i mąkach. Główną rośliną uprawianą w początkach polskiego średniowiecza było proso, z czasem także żyto i pszenica. Istotna była rola roślin strączkowych: grochu, bobu i soczewicy, które dostarczały Słowianom niezbędnych ilości białka roślinnego w wypadku niedoboru białka zwierzęcego. Mieli również oni do dyspozycji stosunkowo szeroki wybór warzyw i owoców. Uprawiano: marchew, ogórki, kapustę, cebulę, koper ogrodowy i rzepę. Wśród owoców dominowały jabłka, gruszki, śliwy oraz jarzębina. Chętnie jadano orzechy włoskie. Niebagatelną rolę odgrywało także zbieractwo roślin dziko rosnących, głównie ziół i grzybów.

          Wydaje się, że w większości gospodarstw dominowały potrawy jednogarnkowe, oparte na kaszy z rozmaitymi dodatkami: ziołami, nabiałem czy mięsem. Potrawa musiała być łatwo podzielna i sycąca. Do ulubionych dań Słowian należały zatem różnego rodzaju polewki. Przede wszystkim gotowano żury – polewki na zakwasie z mąki żytniej. Często jadano kluski przygotowywane na bazie mąki i kaszy oraz same kasze pod różną postacią. Ulubioną kaszą naszych przodków była kasza jaglana. Chętnie spożywano proste placki, tzw. podpłomyki oraz chleby i kołacze. Mięso pojawiało się jako składnik tych potraw: suszone czy jako tłuszczowa okrasa oraz w postaci gotowanej, pieczonej lub wędzonej. Mięso stanowiło jednak danie luksusowe, jadane z okazji świąt lub w bardziej zamożnych domach. W zależności od lokalizacji wsi czy grodu w menu dawnych Słowian można było znaleźć ryby lub ptactwo.

          Jeśli chodzi o napoje, to najczęściej pito wodę, mleko, oskołę (sok brzozowy) oraz kwas chlebowy. Mieszkańcy wsi często pili maślankę lub serwatkę. Chętnie raczono się także piwem, choć ówczesne piwo nie jest tym, co przez to słowo rozumiemy dzisiaj. Piwem nazywano napoje wytworzone z ziarna i poddane procesowi fermentacji. Stawało się one pożywniejsze, bardziej kaloryczne, ale miało niewielką zawartość alkoholu. Otton z Bambergu, misjonarz i później święty, w XI wieku przybył na ziemie polskie. Odnotował, że Słowianie „wina nie mają ani go nie poszukują, gdyż miodne napoje i piwo przewyższają wina falernijskie”. Stwierdził też, że „gdyby ziemia ta posiadała jeszcze winną latorośl, figę i oliwkę, poczytałbyś ją za Ziemię Obiecaną”. Misjonarze wprawdzie sprowadzili winorośl, ta jednak nie przyjęła się zbyt dobrze w chłodnym klimacie. Stąd na stołach zamożniejszych Słowian, pojawiały się miody pitne (raczej od święta) oraz wina importowane (rzadko krajowe)."

          Powszechnym produktem spożywczym były sery. Co ciekawe, nie Francuzi i nie Holendrzy są tymi, którzy jako pierwsi w Europie wyrabiali sery, lecz Słowianie z terenów obecnej Polski.

           

        • „Śladami Słowiańskich Przodków” - projekt szkolny na rok 2020/2021


        •      Mitologię Słowian w nauczaniu języka polskiego w szkole podstawowej trudno znaleźć. Symboliczne wiadomości o państwowości przekazywane są na historii. Na muzyce, plastyce czy wiedzy o społeczeństwie nie wspomina się o tradycjach, społeczności czy kulturze naszych przodków. Chcemy zatem zaprosić do realizacji szkolnego projektu „Śladami Słowiańskich Przodków”.

          Projekt jest interdyscyplinarny i całoroczny, skierowany do klas 6-8. Cykl działań w projekcie wyznacza nam Kalendarz Słowiański. Chcemy zachęcić, by w kolejnych miesiącach opowiadać o wierzeniach i dziedzinach życia Słowian.

          Projekt ma na celu przybliżenie kultury słowiańskiej, wskazanie tradycji chrześcijańskich, które nałożyły się na tradycje słowiańskie, wzmocnienie poczucia przynależności społecznej, narodowej i historycznej. Dziś uczymy o mitologii Greków czy Rzymian, zapominając, iż na dawnych ziemiach polskich również funkcjonowały mity, obrzędy, a tradycje naszych przodków Słowian są zapomniane i eliminowane z programów nauczania.

          Chcemy tym projektem wpisać się zarówno w nurt edukacji kulturalnej, humanistycznej, jak i patriotycznej. Będziemy co miesiąc opowiadać o innych bóstwach i ich znaczeniu dla naszych przodków, zapoznamy dzieci z kalendarzem świąt i ich współczesnymi nawiązaniami. Pokażemy, co jedli i pili Słowianie, poznamy instrumenty i nauczymy się grać pradawne melodie, ulepimy garnki z gliny, poznamy, jakie nosili tkaniny, oraz sięgniemy do historii Słowian na ziemiach polskich i początków języka polskiego. Dzieci poznają, czym jest rzut oszczepem lub strzelanie z łuku.

           

          Dominika Maria Malczyńska
          Monika Strzeżyk

           

           

      • FOTOGRAFIE - ŹRÓDŁO

        https://blog.slowianskibestiariusz.pl/bogowie/mokosz/ 
        https://dolnyslask.travel/19451/?fbclid=IwAR3VsWwhFEYD7zF2jkNZnynbBE-2K0VkA8ZR2QHpKW8HgoIQYteGcQMRH44 - zdjęcie na stronie głównej

         https://www.miod-bartnik.pl/pl/n/41

    • Kontakty

      • SZKOŁA PODSTAWOWA NR 92 im. JANA BRZECHWY
      • sp92@edu.um.warszawa.pl
      • (022) 633-97-17
        222771688
      • ul. Przasnyska 18a
        01 - 756 Warszawa
      • muz_piotrduchalski@wp.pl
  • Nasze media społecznościowe

  • Galeria zdjęć

      brak danych